I znowu to samo spieprzony dzień. Powiedziałam mu, albo coś więcej niż koleżanka, albo nic. Wybrał, Bye Bye Karolka. Może to i lepiej. Może się jakoś z tego wyciągnę, jestem za chora żeby przez niego chlać i płakać co noc. A co noc to robię, i co noc jest jeszcze gorzej.. Nienawidzę go i kocham, jednocześnie. Kocham bo nie widzę jego wad. Jest ideałem. A nienawidzę bo straciłam spokój i zdrowie psychiczne. PRZEZ NIEGO K****!!!!! Pytał mnie o marzenia, nie miałam marzeń, oprocz jednego, móc go kochać. Coś co najbardziej pragnę. I jak tu mamy marzyć czy coś planować? Wszystko diabli bierze. Kochasz kogoś nad wszystko, robisz dla niego wszystko, a on ma to gdzieś, "koleżeństwo". Jebać koleżeństwo. Dlaczego się bałam mu powiedzieć o swoich uczuciach? Strach przed odrzuceniem, że mnie oleje, że wyśmieje, że wybierze inną, o taak, bałam się zagrożenia w innych. I wszystko straciłam, o tak o sobie, nagle, głupia, ukrywała uczucia. i zje****.
,,Jak powietrze z balona, ucieka moja radość"
Moje jedyne odniesienie do tego całego ostatniego zmarnowania to wódka i piwo. I nie wiem czemu ale dzięki temu od niedawna żyję, fakt że nie wiem co się dzieje, że zapominam w najgorszy sposób jaki może być. Czy przez niego? Czy przez własną głupotę, nie wiem. Ale mam nadzieję że jakoś z tego wyjdę. Marnuję się - tak tak, pamiętnik zmarnowanej. A może chcę się zmarnować, ciekawe jak to jest być jeszcze bardziej na skraju załamania niż teraz, a może sprawdzę. A teraz kończę pracę, kończę pisanie i kończę picie.
Kocham go, dobranoc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz